Szukajmy kontaktu z żywą przyrodą, a znajdziemy w niej radość życia, jej tchnienie przynosi nam energię i tężyznę naszemu ciału. Przyroda nas żywi, uczy, leczy, koi, kocha i raduje.

o. KlimuszkoO. Klimuszko

Wstęp.

Od dawna pragnąłem wzbogacić nasz dział „Ziołolecznictwo” o przepisy i krótki rys biograficzny znanego chyba wszystkim w Polsce zielarza, zakonnika O. Andrzeja Czesława Klimuszko. Człowiek ten oddal całe swoje życie studiowaniu bogactw „Matki-Ziemi”, pomocy chorym w Polsce i za granicą. Jego wiedza, a głównie instynkt i nadprzyrodzone wręcz właściwości w doborze komponentów, z których przyrządzał przepisy i mieszanki ziołowe, zasługują na najwyższy podziw i uznanie. Ja, prawdziwy laik w dziedzinie fitoterapii chylę dziś czoła dokonaniom w dziedzinie ziołoznawstwa i ziołolecznictwa O. Klimuszki, przed nim samym oraz jego bezinteresowną pomocą chorym.

O. Andrzej.

Urodzony 23 sierpnia 1905 roku. Ojciec franciszkanin, najsłynniejszy w powojennej Polsce jasnowidz, uzdrowiciel, fitoterapeuta-zielarz, do zakonu wstąpił w 1925 roku w lwowskim klasztorze Braci Mniejszych Konwentualnych. Po wojnie osiadł w Prabutach na Pomorzu, gdzie rozpoczął praktykowanie i gdzie zjeżdżały do niego całe tłumy pielgrzymów. Inwigilowany przez urząd bezpieczeństwa (UB) w 1948 r w przebraniu kobiety opuścił Prabuty udając się do małego klasztoru frańciszkańsiego w Lubomierzu, niedaleko Rabki. W latach 1953- 55 przebywał w Wyszogrodzie, w latach 1955 – 60 pełnił służbę kapłańską w Nieszawie koło Ciechocinka. W 1961 przeniósł się do Elbląga, w 1966 wyjechał do Szwajcarii, gdzie w 1973 roku zaczął spisywać swoje przemyślenia. W 1978 roku wyjechał do Jugosławii, a tam według naocznych świadków przepowiedział tragiczne losy włoskiego premiera Aldo Moro. Nie była to pierwsza oznaka jego jasnowidzenia, wcześniej wskazał miejsce, gdzie odnaleziono zwłoki działacza politycznego, przewodniczącego Stowarzyszenia PAX. „Przewidział” także polskiego papieża. O. Andrzej Klimuszko zmarł 25 sierpnia 1980 roku.

Początek ziołolecznictwa.

Jako jedenastoletni chłopiec rozpoczął swą przygodę z ziołami lecząc instynktownie kurzajki na dłoniach swojej koleżanki sokiem z glistnika – jaskółcze ziele (Chelinonium Maius), nie znając rośliny, ani jej właściwości przeczuwał, że ta właśnie roślina może jej pomóc.

Zachęcony tym namacalnym sukcesem leczniczym, zacząłem się przypatrywać bliżej kwiatom i ziołom rosnącym na polach i łąkach. Wiedziony jakimś niepojętym instynktem, czy wyczuciem, zacząłem wyraźnie odczuwać właściwości lecznicze i trujące napotkanych ziół. Od jednych roślin odczuwałem idące ku mnie prądy kojące, błogie, przyjemne, jakby pieszczące, od innych natomiast – jakieś drażniące, niemiłe, szarpiące organizm i nawet gaszące dobry nastrój psychiczny.

Odkryciem byłem mocno zaskoczony. Przypadki te skierowały całą moją myśl ku żywej przyrodzie, szczególnie ku światu roślin i drzew. Ten zew i dynamizm przyrody żywej obudził w mojej jaźni nieprzepartą miłość i wieczystą przyjaźń z przyrodą. Byłem oddany całym moim uczuciem i myślą przyrodzie. Ona z kolei odkrywała przede mną swoje tajemnice i wciągała w swe bogate królestwo. Wpatrywałem się godzinami w rozkwitający pączek, który w moich oczach powoli rozwijał się w pełny kwiat. Wsłuchiwałem się w ciche tętno krążących soków wspaniałych drzew naszego kraju. W głębokim skupieniu odczuwałem niekiedy wibrujące prądy działające jakoś dobrze, regenerująco, kojąco od takich drzew jak : sosna, świerk, modrzew, lipa, brzoza, głóg. I na odwrót odczuwałem zimne, drażniące prądy, nawet jakby przygnębiające od osiki, olszyny, topoli, berberysu.”

Zdobyte doświadczenie.

O swych doświadczenia sam O. Klimuszko mówił tak:

Swoje wiadomości o potężnej mocy leczniczej ziół ugruntowałem na wieloletnich doświadczeniach i długich studiach. Przez 25 lat badałem i poznawałem drogą doświadczalną działanie ziół, owoców i roślin wyższych gatunków. Stosowałem je w praktyce w przypadkach beznadziejnych stanów chorobowych, kiedy lekarze opuścili ręce bezradnie. Stosowałem je najczęściej z pozytywnym skutkiem.

A także, co jest wyrazem niezwykłej skromności i pokory:

Nie jestem ani uzdrawiaczem, ani cudotwórcą, ani nieomylnym. Chciałbym tylko przynajmniej odrobinę mojej zdobytej wiedzy i doświadczenia przekazać ludziom oraz przedstawić to ogromne bogactwo, jakie nam daje żywa przyroda dla ludzkiego zdrowia.”
Efekty leczenia przeszły wszelkie oczekiwania, jego działalność to ogromne pasmo sukcesów leczniczych. Zmęczony Ojciec Andrzej pisze tak:

Otrzymuję błagalne listy z całego świata. Jest to dziwne zjawisko, którego nie pojmuję, a które stało się koszmarem mojego życia. Jestem już sterany wiekiem i wycieńczony nadludzką pracą, od której nie ma dla mnie ucieczki.

Mieszanki, a nie pojedyncze zioła.

O. Klimuszko praktykował stosowanie ziół tylko w wieloskładnikowych mieszankach, twierdząc, że picie herbatek z jednego zioła (np. mięty, czy lipy) nie ma żadnego lub większego działania leczniczego, a przy długotrwałym stosowaniu może zaszkodzić, zamiast pomóc. Mieszanki w receptach O. Klimuszko zawierają 5, 7, 9 lub 11 ziół. Na uwagę zasługuje prawie mistycyzm w zachowaniu nieparzystej ilości ziół w jego mieszankach.

O. Klimuszko twierdził, że picie przez dłuższy czas herbatki z mięty lub z piołunu może uszkadzać wątrobę oraz błonę śluzową żołądka, nauka i medycyna nie potwierdzają jednak tych doniesień. Zgodna natomiast bezprzecznie jest zasada promowana przez autora omawianej przeze mnie książki stosowania z dużo większym efektem leczniczym ziół w mieszankach wieloskładnikowych.

Sporządzanie wywaru.

Dużą różnicę zauważa się w sposobie przyrządzania wywarów z ziół polecanych na różne schorzenia przez O. Klimuszkę. Zaleca on, aby nie gotować ziół. Nawet krótkotrwałe gotowanie według niego powoduje utratę cennych składników. W odróżnieniu do innych zielarzy (np. O. Bonifratrzy) zaleca on zalanie ziół wrzątkiem i zaparzanie pod przykryciem przez 3 godziny, a następnie ponowne, lekkie podgrzanie odcedzonego wywaru przed wypiciem.

O gotowaniu ziół wyraża swą opinię :

Ziół poza korą i korzeniami nie wolno gotować, bo przez gotowanie zmniejszają swą siłę leczniczą, tracą bowiem witaminę C, olejki eteryczne oraz inne potrzebne substancje.

Ojciec Andrzej w swej książce zaleca dokonanie przerw w długotrwałych terapiach ziołowych :

Otóż po wypiciu całego zestawu ziół należy zrobić przerwę na 7 dni i zacząć pić taki sam zestaw, po skończeniu drugiego zestawu, przerwać na 12 dni i wypić trzeci zestaw jako porcję profilaktyczną.

O sposobie przyrządzania i picia pisze miedzy innymi :

Zioła za każdym razem zaparzać świeże, nie wolno ich słodzić, ani duszkiem wypijać, lecz powoli, spokojnie, z wiarą w ich skuteczność.

W czasie leczenia ziołami, często w czwartym lub piątym dniu może nastąpić pogorszenie, a nawet ból. Nie trzeba się tego bać i nie przerywać kuracji, gdyż jest to reakcja świadcząca, iż coś się w naszym organizmie dzieje, kuracja postępuje prawidłowo, a za parę dni ból przeminie bezpowrotnie.

Ilość.

Ojciec Klimuszko zaleca stosowanie „kopiastej łyżki stołowej” mieszanki ziół na jedną szklankę wody. Ilość ta jest podobna lub wręcz identyczna do zalecanej przez innych znanych zielarzy.